Home » news, temat dnia

Open’er 2010 na zimno

10 komentarzy | | | | DOŁĄCZ NA FACEBOOKU!

Ktoś może powiedzieć – po co relacja z festiwalu kilkanaście dni po jego zakończeniu? No i dlaczego na zimno?

Open’er 2010 na gorąco już był

Podjeliśmy się bowiem zadania możliwie najsensowniejszego informowania Was na bieżąco o kluczowych kwestiach organizacyjnych w czasie trwania festiwalu. Do tego wykorzystaliśmy komunikator Blip i tag #opener. Jak to wyglądało? Sprawdźcie poniżej.

  • Piątek, 2 lipca 2010

    • 21:21#opener Wspaniala Grace Jones z najniższym głosem Openera rozpoczeka z małym delayem.. Party on!
    • 20:09Transport na #opener działa ok. Nie stoimy długo w Busach. O 21 Grace :)
  • Sobota, 3 lipca 2010

    • 23:29#opener Gdzie będziecie o 00:00?
    • 23:27#opener Novika z materiałem z nowej płyty bardzo ciepło przyjęta pod wypelnionym namiotem. Pomimo zgrzytow technicznych.. Deep House in the House!
    • 22:05#opener Mozna tez dać się wymasowac.. Za kupony. Ktos testował?
    • 19:45#opener Gdynia Rumia – main stage: 90 minut.
  • Niedziela, 4 lipca 2010

    • 23:09#opener Nas gra mieszankę utworów z nowe płyty i znanych hitow. Gotta move out… Na Archive a tu ewidetniy hałas od basu..
    • 22:27#opener Czekamy na As we enter Nasa i Marleya na world stage… A z nami tłum!!!
    • 20:12#opener Bronek z mała przewaga do przodu! Party on!
    • 19:47#opener Wiadomosc z ostatniej chwili.. Mamy tez do rozdania #bilety na #audioriver ! Info wkrótce…
    • 19:45#opener Pozdrawiamy dziennikarzy na henku!
    • 19:12#opener Ciekawe czy po 20stej podane bedą wyniki wyborów.. Bedą zamieszki?
    • 19:00#opener Redakcja oddała głos. Mamy komfortowe miejsca prawie siedzące w busie. Trzeci dzien czas rozpocząć! Czekamy na Nasa..

To że taka komunikacja była potrzebna pokazały nam liczne komentarze i odpowiedzi wielu Blipowiczów/Open’erowców.

Prawda jednak jest taka, że w tym całym festiwalowym szaleństwie łatwo zatracić się w zachwytach, a jeszcze łatwiej krytykować nie do końca sprawiedliwie potknięcia organizatorów.
Stąd też moich kilkaset słów, mocno subiektywnych oczywiście, dopiero dziś jako relacja z festiwalu Heineken Open’er 2010.

Łatwiej wejść

Na samym początku muszę przyznać – miałem trochę łatwiej. Jako dziennikarz-współpracownik Radia Szczecin otrzymałem akredytację dziennikarską na festiwal. Poza zdjętym z głowy problemem kupna biletu, akredytacja na Open’er daje też kilka innych bonusów, ale ani to miejsce ani czas aby je opisywać. Tak czy inaczej – pragnę serdecznie podziękować ekipie opiekującej się dziennikarzami na festiwalu za wsparcie. Z kilku powodów wchodziłem na teren festiwalu normalnie, ze wszystkimi, jak każdy festiwalowicz. I tutaj już muszę przyznać doznałem pozytywnego zaskoczenia.

No bo o ile rok i dwa lata temu, pierwszym i jedynym “sitem” przesiewającym festiwalowiczów była ta jedyna właściwa bramka, to w tym roku już kwestia wpuszczania fanów muzyki był rozwiązany moim zdaniem lepiej. No, na pewno sprawniej.

Ale – po kolei. Spaliśmy w hotelu w Gdyni Rumii, więc wiadomo – SKM. W tym roku bez tłumów, więcej połączeń – luksusowo można by rzec. Następnie autobus open’erowy. I znowu pozytywne zaskoczenie. Autobusów dużo, w 75% podroży mogliśmy siedzieć, jechały one na tyle szybko że nie było problemu ludzkiej sauny.

A atmosfera w autobusach również wspaniała. Swoją drogą Alter Art powinien chyba w autobusach zakładać podsłuchy, bo tam objawia się nasza narodowa cecha – znamy się najlepiej na wszystkim :) na doborze muzyków na festiwale również! Ludzie kulturalni, uprzejmi. Ale o tym jeszcze wspomnę. Wracając do bramek. Po wydostaniu się z autobusów przeszliśmy pierwszą prostą i tu właśnie pojawił się ten pierwszy “filtr” czyli szereg personelu ochrony i porządkowych którzy w uprzejmy ale stanowczy sposób prosili o przedstawienie biletu, karnety na festiwal, opaski lub w moim przypadku akredytacji dziennikarskiej. Dlaczego to tak ważne moim zdaniem?

Już tutaj, jeżeli nie mieliśmy biletu – nie mogliśmy przejść dalej. Musieliśmy w pobliskim punkcie kupić bilet, wymienić bilet na opaskę itp.? Dalej przeszli tylko ci, którzy byli do tego uprawnieni. My też, więc idziemy dalej.

Bilet na festiwal z Internetu? Tędy proszę…

Moja lepsza połowa – Magda luksusu w postaci akredytacji nie posiadała, więc musieliśmy jej wcześniej kupić najnormalniej w świecie trzydniowy karnet na festiwal Open’er. Wejściówka, a dokładniej mówiąc papierowy bilet przyszedł wcześniej pocztą. Z tym wydrukowanym biletem, po pierwszej bramce staneliśmy przed kolejnym nowym tegorocznym wynalazkiem Open’era – specjalnymi bramkami dla osób które kupiły bilet przez dystrybutorów sprzedaży internetowej – Eventim, Ticket Online czy Ticket Pro.

Tutaj już łatwiej być nie mogło. Zero kolejek, zero ścisku. Przez płotek mogłem spokojnie patrzeć jak na nadgarstku Magdy zawisnęła opaska w tym specjalnie dla wydzielonej grupy festiwalowiczów namiocie. Dlaczego moim zdaniem ten prosty sposób kolejnego filtrowania okazał się takim strzałem w dziesiątkę?

Mniej kolejek, mniej szukania odpowiedniego okienka czy namiotu, mniej nerwów, mniej straconego czasu na opaski.?Więcej przyjemności i wylegiwania się w słońcu już po “festiwalowej stronie” na trawie. Zanim znaleźliśmy się po odpowiedniej stronie ściany głośników odebraliśmy jeszcze w namiocie dla mediów moją akredytację co pomimo upału i dość nerwowej atmosfery trwało całe 3 minuty.

Cypress Hill  z dystansem

Wspominałem o kulturalnych współtowarzyszach podróży i generalnie ten klimat dominował też przez większą część festiwalu, poza jednym koncertem. Nie wiem czemu, ale akurat podczas występu Cypress Hill akurat w miejscu w którym staliśmy zagęszczenie agresywnych, ogolonych amatorów domowej kulturystyki na metr kwadratowy było wyjątkowo wysokie.?Szkoda, bo ten koncert był jednym z tych na który sobie ostrzyliśmy mocno zęby.

Nie zrozumcie mnie źle. Wiem jak wygląda “kocioł” w pierwszych rzędach na mocnych koncertach. Wiem że niektórzy potrzebują dać wyraz swoim emocjom mocniej niż inni. Ale ta sytuacja wymykała się spod kontroli i była po prostu niebezpieczna. Po kilku numerach poszliśmy na inną scenę.

Gracja Grace

Wynagrodzeniem jednak jakichkolwiek niedogodności był występ fenomenalnej Grace Jones. Nasza znajomość… z Grace, trwa od wielu lat. Niestety, jednostronnie. Poznałem ją przy jednym z Bondów i już wtedy zrobiła na mnie wrażenie. Później, głeboki głos Grace Jones miksowałem na wielu imprezach, jako DJ, wplatając jej “Pull up to the bumper” czy “Libertango” w bardziej elektroniczne parkietowe szlagiery. Tego właśnie oczekiwałem po występie na żywo. Dokładnie to też (razem z kilkunastoma tysiącami fanów zgromadzonymi w Tent Stage) dostaliśmy. ?Każdy utwór – inny kostium. Może słowo “kostium” jest tutaj nawet nieodpowiednie. Bardziej pasowałoby “przebranie” czy alter ego. Za każdym razem zawieszone stylistycznie gdzieś pomiędzy kosmiczną stewardessą a czarnoksiężnikiem funku.

Gdyby komuś nie wystarczała świetna muzyka, kosmiczne stroje to Grace śpiewała tańcząc na rurze, a muzyków przedstawiła równie śpiewająco… kręcąc biodrami z hoola-hoop. O tych smukłych biodrach zupełnie nie adekwatnych do wieku wokalistki lepiej pisać nie będę…

Na koniec westchnień po występie Grace Jones dodam jedynie, że nie przeszkodziły jej nawet awarie nagłośnienia. Jako profesjonalistka po prostu powiedziała ze sceny do mikrofonu – nie zaczniemy następnego utworu dopóki tego nie naprawicie…

Cicho-głośny Skunk Anansie

Koncertem na który zupełnie nie byłem przygotowany mentalnie, bo fanem tego zespołu nie jestem był występ Skunk Anansie.?Podobnie jak w przypadku Grace – nie młoda już wokalistka powaliła mnie na kolana. Przez następne dni sam się z siebie śmiałem, że ja, fan elektroniki, broken beatów i dobrego deep house mogłem dać się złapać na haczyk Skin. Co mnie urzekło? Jej niesamowita umiejętność kontrolowania tłumem i przechodzenia w ciągu 10 sekund od totalnej euforii na scenie, szału i “hałasu” do subtelnego, cichego, uczuciowego wręcz śpiewu.

A jak na to reagowała publiczność? Dokładnie tak, jak Skin tego chciała. Czarnoskóra wokalistka szalała na scenie – skakały i krzyczały tłumy. Skin milkła, skuliła się aby prawie wyszeptać kilka słów – milkły dziesiątki tysięcy fanów razem z nią. A dowodem na to jak dobrze muzycy Skunk Anansie bawili się podczas koncertu niech będzie cytat Skin: “It’s been ten years since we’ve been to Poland, and I must say: It’s fucking amazing!”

Nie byłem przygotowany na taką pozytywną dawkę emocji. A może dopiero odkrywam czar koncertów na żywo?

Novika Live

Z pewnością nowym doświadczeniem dla mnie było podziwianie na Heineken Open’er 2010 w pełnym koncertowym składzie Noviki, w Tent Stage.?Wcześniej na wspólnych imprezach w Szczecinie mogłem posłuchać jej występów razem z DJem, co jak wiadomo szałem nie jest pewnie dla każdego wokalisty.

Tutaj natomiast widać było że Kasia rozwinęła skrzydła, dobrze się czuła na scenie. A pomimo krótkich problemów ze sprzętem odnajduje przyjemność w tym co robi.?I to sprawiło że publiczność była po Jej stronie od samego początku występu mimo małych awarii. W muzycznym prezencie otrzymaliśmy materiał z nowej płyty Lovefinder, który ja bym na półce sklepowej umieścił gdzieś pomiędzy szufladami z electro, house, pop.

Nie wiem jeszcze do końca kto stoi za stroną muzyczną projektu, ale utwory z pewnością są energetyczne i nie mają w sobie nic z monotonii. Co ciekawe – Novice udało się bez problemu przyciągnąć i co równie trudne – utrzymać pełny Tent Stage do końca występu.

Mam świadomość że nie opisałem tutaj wszystkich ważniejszych występów tegorocznego Heńka, jednak w mojej pamięci to właśnie te koncertu pozostaną jako te, które przyciągną mnie tutaj ponownie za rok.

Rozczarowania?

Tak szczerze to chyba tylko jedno. Fatboy Slim. Chociaż chyba to bardziej kwestia moich oczekiwań mijających się z rozwojem tego artysty. Bo poznawałem go kilka ładnych lat temu, gdy z niebywałą zręcznością łączył funk, breakbeaty z muzyką house. Wtedy, jak sam o sobie mówił “grał dla pijanych studentów”. Ja z Magdą natomiast w trakcie mocno technoidalnych i wręcz nudnych wersji jego hitów schodziłem z pola festiwalowego.

Drugim powodem tego “angielskiego wyjścia” było też po prostu lenistwo i zmęczenie… w końcu 16stu lat już nie mamy :) a do pracy we wtorek trzeba iść…

Do zobaczenia na Heńku, za rok.
Nie zapomnijcie wpisać na stronie konkursu – kogo chcielibyście usłyszeć na festiwalu Heineken Open’er 2011 (czyli za rok ;)).

Powiadom:
  • Wykop
koncerty
Powiadomienie o nowych koncertach Dodając email akceptujesz regulamin.
Wygraj bilety na festiwale i płyty. Wprowadź email.

E-mail:

22 lipca 2010

Autor: Marcin Kowalik Profil na G+

Marcin Kowalik jest dziennikarzem muzycznym, związanym z Radiem Szczecin, Szczecin.FM i Radiem ABC. Od ponad dziesięciu lat staje też za gramofonami wielu topowych klubów Polski łącząc to co najlepsze w nowoczesnej muzyce klubowej. Co miesiąc recenzuje najciekawsze płyty, koncerty i wydarzenia kulturalne.

Serwis Klub.FM informuje o koncertach i wydarzeniach. Jest jedynie partnerem informacyjnym dystrybutorów biletów Eventim i TicketOnline. Nie odpowiadamy za opóźnienia w dostarczeniu biletów, ich braki lub problemy z płatnościami. Zażalenia, roszczenia i reklamacje prosimy zgłaszać do stron od których kupione zostały bilety. Komentarze z propozycjami sprzedaży lub kupna czy wymiany biletów są usuwane automatycznie.
koncerty bilety | bileteria | empik bilety na koncerty | sprzedaż biletów na koncerty | koncerty 2011

Komentarzy 10 »

Komentuj!

Dodaj komentarz poniżej, lub trackback ze swojej strony. Subskrybuj komentarze via RSS.

Be nice. Keep it clean. Stay on topic. No spam.

Możesz korzystać z tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

This is a Gravatar-enabled weblog. To get your own globally-recognized-avatar, please register at Gravatar.

Najczęściej czytane:

kto na opener 2011 koncerty 2011

Najnowsze koncerty:

Najnowsze spektakle:


Najnowsze opery:


Najnowsze musicale:



Najnowsze przedstawienia baletowe: