Wywiad z zespołem “Lebowski”
“Cinematic” – to na ten album zespół Lebowski kazał czekać nam aż pięć lat. Płyta zawiera 10 utworów, które tworzą kompozycją do nieistniejącego filmu. Chociaż, czy tak zostanie?! Pewien młody hinduski filmowiec tak się zachwycił utworem “Iceland” że próbuje nakręcić film inspirowany tymi dźwiękami… O tym: dlaczego tak długo trwało nagranie tego krążka, dlaczego wokaliści byli zastępowani aktorami oraz o innych tajemniczych zagadnieniach z Marcinem Grzegorczykiem rozmawiała Beata Zuzanna Borawska.
Beata Zuzanna Borawska: Prace nad albumem “Cinematic” rozpoczęliście w 2005 roku. Czy wtedy też powstał zespół?
Marcin Grzegorczyk: Pomysł na ten album powstał w 2005 roku. Zaś co do początku zespołu, trudno to jednoznacznie określić. Spotkaliśmy się w tym gronie na początku XXI wieku. Przez pierwsze lata klar
owała się nasza koncepcja. Początkowo w poszukiwaniach uczestniczyli także różni wokaliści, ale po pewnym czasie dotarło do nas, że muzyka, którą chcemy grać, to jest to, co słychać na “Cinematicu”.
Wasze założenia były proste: szybka realizacja z pominięciem komercyjnego studia, krótki miks i wydanie płyty. Dlaczego więc to tak długo trwało?
Wyszło zupełnie inaczej. To co nagraliśmy w wersji pierwotnej na demo, w niewielkim stopniu przypomina to, co jest na płycie. W trakcie samej realizacji mnóstwo rzeczy zmienialiśmy, przearanżowaliśmy, dopisywaliśmy. Dlatego też tyle to trwało. Poza tym koncepcja szybkiego miksu się nie sprawdziła. Apetyt rósł w miarę jedzenia, chcieliśmy żeby to brzmiało jak najlepiej i jak najciekawiej było zaaranżowane. Stąd opóźnienie.
Czy to Twoje mieszkanie na te pięć lat stało się studiem nagraniowym?
Tak, choć nie na całe pięć lat na szczęście, troszkę krócej. Podziwiam moją rodzinę, że wytrzymała ze mną i moimi gratami.
Mocno się buntowali ?
Lekko nie było (śmiech) ale to delikatny temat. Na szczęście obeszło się bez większych konfliktów.
Muzyka z albumu, to muzyka do nieistniejącego filmu. Gdyby taki film istniał o czym by był?
Nie czuję się kompetentny, by odpowiedzieć na takie pytanie. Nie jestem wystarczająco utalentowany, by porywać się z motyką na filmowe Słońce. W zasadzie należałoby powiedzieć, że to muzyka do nieistniejących filmów, których mogłoby być kilka. Jeśli miałbym podać mój ideał połączenia muzyki z obrazem, to byłaby to chyba “Siesta” z muzyką Davisa (znając oczywiście wszelkie proporcje). Taka właśnie impresja o namiętności, miłości, śmierci, zazdrości, w lekko surrealistycznym klimacie. Ale jak miałoby wyglądać to w połączeniu z naszą muzyką – nie wiem.
Płyta zaciekawiła mnie, choć nie ukrywam, że momentami brakowało mi instrumentu prowadzącego lub wokalu.
W utworze “137 sec.” wokal się pojawia. A jednak nie uważam, że brak instrumentu prowadzącego, czy wokalu jest tu wadą. Taki był nasz zamysł. Chcieliśmy zrobić kolaż, gobelin, połączyć wiele różnych tematów i klimatów w jedną całość.
Ten wokal należy do Katarzyny Dziubak, czy jest szansa, że usłyszymy jej głos również w innych kompozycjach?
Kasia ma swój projekt – Dikandę i dla Lebowskiego nie zrezygnuje z niego, ale nie wykluczone, że pojawi się w jakimś utworze na kolejnej płycie.
Z wokalistami było różnie, a instrumentaliści od początku ci sami?
Wokaliści się zmieniali, a myśmy zostawali. Od początku Lebowskiego gramy w składzie: Marcin Łuczaj (syntezatory), Marek Żak (bas), Krzysztof Pakuła (perkusja) oraz ja na gitarach.
Na płycie można usłyszeć jeden z moich ulubionych instrumentów – duduk. Kto na nim gra?
Bezsprzecznie to także mój ulubiony instrument. Na płycie dźwięk jest generowany elektronicznie, jest to sampel.
Czy przez te pięć lat pracy nad płytą ewoluowała także Wasza osobowość i podejście do muzyki?
To bardzo trudne pytanie. Praca nad tym albumem nauczyła mnie samego pokory i tego, że terminy które sobie wyznaczamy niekoniecznie mają coś wspólnego z rzeczywistością. Z drugiej strony nauczyłem się też pewnej dyscypliny i konsekwencji, bo skoro powiedziało się “A”, skoro podjęło się zobowiązanie wobec kolegów z zespołu, to trzeba tego słowa dotrzymać, chociaż lekko nie było. Zauważyłem, że bardzo zmieniło się nam spojrzenie i podejście do muzyki, do tego, co robimy i jak ma to wyglądać. Ponadto rozwinęliśmy się jako muzycy, co dało nową wartość. Słychać ją dobrze w naszych nowych utworach. Czas, kiedy pracowałem nad płytą, nie był martwy dla zespołu, odbywały się próby, na których w międzyczasie powstał materiał na następną, a może i na dwie następne płyty.
W związku z tym, że macie materiał na kolejne płyty, będziemy czekać na nie znacznie krócej?
Nie myślimy teraz o tym. Na razie próbujemy zdyskontować tę płytę, promować ją, dotrzeć do jak największej liczby słuchaczy. Materiału na następne płyty jest dużo, na pewno nie będziemy już realizować ich sami, spróbujemy to zrobić w zawodowym studiu, ponieważ drugi raz rodzina by mi już tego nie wybaczyła (śmiech).
Dlaczego zdecydowaliście się na nagranie płyty u Ciebie w domu?
To był całkowicie świadomy wybór. W studiu komercyjnym nie byłoby możliwe nagranie tak brzmiącego i dopracowanego materiału. Wybór padł na mnie również z powodów finansowych i czasowych. Inaczej nie mielibyśmy możliwości zrobienia tak rozpasanych aranży oraz tak rozbudowanych partii.
Muzyka z tej płyty jest dla mnie juz czymś więcej niż ambient, chociaż na waszej stronie można przeczytać, że jest to progresywny rock. Do jakiego typu słuchacza skierowana jest więc ta płyta?
Rzeczywiście mówią, że to jest rock progresywny, ale ta szufladka nie do końca do nas przemawia. Myśleliśmy, że będzie to niszowe wydawnictwo skierowane do wąskiego grona odbiorców. Dlatego teraz jesteśmy mile zaskoczeni słysząc jak wielu ludziom się nasza muzyka podoba. Mówię to bez kokieterii. A jednak Off festiwal, który prezentuje również muzykę niszową przyciąga tłumy ludzi.
Cieszę się, że w tej chwili jest pogoda na ambitną muzykę. Myślę też, iż to dobrze, że “Cinematic” pojawia się teraz, ponieważ pięć lat temu być może nikt by się nią nie zainteresował.
Z Waszej strony internetowej niczego nie można dowiedzieć się o waszej przeszłości. A przecież nie przyszliście znikąd?
Do pewnego stopnia jest to celowe, ponieważ nie chcieliśmy eksponować siebie. Dla nas najistotniejsza jest muzyka. Z drugiej strony nie wiem, czy takie “kombatanctwo” by kogoś zainteresowało. Czy to ważne co robiliśmy 15, czy 20 lat temu w piwnicy albo z którym ze znanych obecnie muzyków kiedyś grywaliśmy?
Wydaje mi się, że tak! Na tej płycie słychać tak wiele odniesień do różnych stylów i gatunków muzycznych, że chciałoby się wiedzieć, kto ma jakie korzenie muzyczne.
Wezmę to pod uwagę i pomyślę nad rozbudowaniem strony w tym kierunku.
Czyim pomysłem był kolaż z dialogów filmowych wpleciony w muzykę?
Bardzo możliwe, że był to mój pomysł, ale już w tej chwili nie pamiętam dokładnie. Historia zespołu jest długa i burzliwa, ale prawdopodobnie w pewnym momencie pojawiła się kwestia filmowa i okazało się w sposób naturalny, że ten rodzaj ?wokalu? najbardziej pasuje do tego co robimy. Później pojawiła się w kolejnym utworze, i tak to poszło..
Ale nazwa “Lebowski” pochodzi z filmu?
Tak, ale nazwa zupełnie nie ma związku z płytą, gdyż przyjęliśmy ją dużo wcześniej. Nawiasem mówiąc, pytanie o nazwę, to ulubione pytanie dziennikarzy (śmieje się :)) Długo zastanawialiśmy się nad nazwą. Nie pamiętam, który z nas ją rzucił, ale przyjęta została jednogłośnie. Pasuje do nas jako do ludzi i do muzyki jaką gramy.
Czy dialogi z filmów wykorzystane na płycie to tylko nic nie znaczące ozdobniki, czy też niosą jakieś przesłanie ideowe?
Pierwszym kryterium, którym się kierowałem przy wyborze dialogów była moja intuicja i muzyczność tych kwestii. Dopiero na drugim miejscu była treść, ale nie powiem, żebym się nad tym szczególnie zastanawiał i analizował. Chodziło raczej o to, czy czuję to, co aktor wypowiada, czy nawiązuje to w jakiś sposób do tego, co gramy oraz w jaki sposób pasuje do charakteru piosenki. To połączenie sprawia, że mnogość interpretacji jest tak niesamowita, iż każdy może sobie na swój sposób odbierać i wyciągać swoje wnioski. Najlepszym przykładem są dialogi w utworze “Islandia”: piękne chmury i słynne tym razem się nie udało. Po końcowym miksie okazało się, że brzmi to tak, jakbyśmy aktorów poprosili, by nam to powiedzieli, do tego konkretnego utworu. Tak to wyszło, nie wiem czy to Pegaz, czy dar Boży?
Czy na następnych płytach również usłyszymy kwestie filmowe?
Myślę, że nie, dwa razy nie wchodzi się to tej samej rzeki. Na pewno będzie to muzyka w dużej mierze instrumentalna, bo taka konwencja nam pasuje. Natomiast nie będzie tak jednoznacznych odniesień filmowych.
A jak to wszystko zabrzmi na koncertach?
Na pewno koncerty będą się różniły od tego, co jest na płycie. Mimo tego, że teoretycznie moglibyśmy za sprawą sampli zabrzmieć, jak na krążku, ale jednak świadomie oddzielamy te dwie sprawy. Na koncertach gramy pół na pół, czyli repertuar z płyty oraz nowe kompozycje. W ten sposób powstaje nowa wartość. Staramy się znaleźć złoty środek, dlatego pojawi się trochę sampli oraz kwestie z filmów.
Kiedy najbliższe koncerty?
15. stycznia w Berlinie oraz 16. stycznia w Goleniowie z udziałem niemieckich i włoskich artystów.
Czy myślicie o promocji materiału?
Na razie jeszcze nie myślimy jeszcze o solidnej promocji, ale w bliskiej przyszłości na pewno będziemy chcieli dotrzeć z naszą muzyką do wielu odbiorców. Na pewno nie chcemy się ograniczać do rynku polskiego, a czy się uda, to nie wiem.
Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.
Dziękuję bardzo.
Z Marcinem Grzegorczykiem rozmawiała Beata Zuzanna Borawska.
koncerty bilety | bileteria | empik bilety na koncerty | sprzedaż biletów na koncerty | koncerty 2011






[...] wiemy ju? z serwisu klub.fm – Metallica zagra w czerwcu w Polsce. Nie dawno poznali?my te? pozosta?e terminy koncert
[...] czy Slayer zagra planowany w Polsce latem koncert jest otwarte. Z drugiej strony – od kwietnia do czerwca jest troch? [...]
[...] metallica warszawa | slayer warszawa [...]
Ja czekam na Anthrax z Belladon?!! To jest najlepszy techniczny thrash, stare p?yty s? genialne.
A s?yszeli?cie, ze Mastodon gra? nie bedzie bo gitarzysta dosta? zapalenia trzustki??
[...] [czytaj...] | Dodaj komentarz [...]
Komentuj!
Najczęściej czytane:
kto na opener 2011 koncerty 2011Najnowsze koncerty:
Najnowsze spektakle:
Najnowsze opery:
Najnowsze musicale:
Najnowsze przedstawienia baletowe: